Irzykowski w liście otwartym do Członkini Rady Nadzorczej NFZ: bądźmy realistami
Szanowna Pani Doktor!
Bądźmy realistami.
Polska wydaje na publiczną ochronę zdrowia dużo mniej niż państwa Europy Zachodniej. Mamy mniejszą gospodarkę od Niemców, Francuzów, Włochów czy Hiszpanów i na dodatek z tego mniejszego tortu kroimy mniejszy kawałek. To jest fakt, którego jest Pani na pewno świadoma. Jednocześnie debata publiczna na temat ochrony zdrowia sprowadza się do stosowania populistycznie wybrzmiewającego zabiegu polegającego na wmawianiu Polkom i Polakom, że „z pustego to i Salomon nie naleje”, ale już NFZ tak. Wystarczy tylko, że zaoszczędzimy na medykach. Rozpowszechnianie takiej narracji, w mniej lub bardziej przeintelektualizowanym opakowaniu prowadzi do zachowania (za wszelką cenę) statusu quo. A kiedy my stoimy w miejscu, Zachód idzie do przodu. A wraz z Zachodem będą podążać nasi medycy, jeśli „optymalizacyjno – wydajnościowe” lobby zwycięży. Wyrzucenie ustawy podwyżkowej do kosza będzie oznaczać krok wstecz. Jako osoba związana z samorządem zawodowym pielęgniarek, pielęgniarzy i położnych pamiętam czasy wielkiej migracji, wielkiej frustracji, wielkich protestów i wielkiej biedy naszych grup zawodowych. I taka będzie konstatacja i wynik nawoływania do wyłączenia rewaloryzacji w oparciu o przeciętną płace w gospodarce narodowej. Dziś ludzie chcą wracać do zawodu. Dziś nie słyszę masowego niezadowolenia, choć wiele jest jeszcze do zrobienia. Może warto przyjechać do takich miejscowości jak Słupsk, oddalonych od siedziby Narodowego Funduszu Zdrowia o kilkaset kilometrów, spotkać się z pielęgniarkami, pielęgniarzami, położnymi, również z tymi które powróciły właśnie do zawodu ze względu na satysfakcjonujący (bardziej niż kiedyś) system wynagradzania i zapytać się ich co zrobią, jeśli znów każdego roku będą pukać do pracodawcy z prośbą o należne im podwyżki? Drzwi naszej Izby będą dla Pani szeroko otwarte.
Mówi Pani o jakości pracy. Chciałbym, bez złośliwości, przypomnieć, że w Polsce jest średnio 5,7 pielęgniarki na 1000 mieszkańców (przy średniej unijnej 8,7). Pielęgniarka żyje statystycznie o około 20 lat krócej od statystycznej Polki. To właśnie oszczędzanie na wynagrodzeniach doprowadziło do tej katastrofy. Gwarantuję Pani, że zamach na ustawę o sposobie ustalania minimalnego wynagrodzenia doprowadzi do ostatecznej, kadrowej zapaści. I żaden menadżer, choćby najbardziej efektywny, pustych oddziałów pielęgniarkami, pielęgniarzami i położnymi, nie wypełni. Odbudowa kadr pielęgniarskich i położniczych to jedyny realny sposób na zwiększenie jakości opieki nad pacjentem. Dalej są tylko narracje, które oprócz swojej fantazyjnej melodii stanowią iluzję. Pani z pewnością ma świadomość powyższych statystyk.
Ze zdziwieniem wysłuchałem Pani wypowiedzi na temat rzekomego zagrożenia związanego z „automatyzacją” wynagrodzeń. Dlaczego? Wzrost przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w latach 2020 – 2025 spowodowany był presją płacową, wynikającą z galopującej inflacji. Przecież Pani doskonale wie, że prognozy dotyczące wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej na kolejne lata są dalekie od tych, z którymi spotykaliśmy się w latach poprzednich. To oznacza, że wynagrodzenia nie będą rosły w takim tempie, w jakim to miało miejsce przez ostatnie 5 lat. Po pierwsze, inflacja najprawdopodobniej wróci do celu NBP z końcem 2028 roku, po drugie – przedsiębiorstwa prywatne sygnalizują, że nie będą reagować na presję płacową tak ochoczo jak w okresie po ustaniu pandemii COVID – 19. Zapewne wie Pani również, że prognoza wzrostu gospodarczego dla Polski po 2027 roku sygnalizuje spadek tempa wzrostu poniżej 3% PKB. Nie ma więc mowy o tym, że tempo wzrostu wynagrodzeń medyków będzie nadal tak wysokie jak w ostanim 5 – leciu. Powstaje więc pytanie, czy według Pani wyłączenie „automatyzacji” ma oznaczać całkowity brak podwyżek? Z pewnością największe wzrosty podwyżek mamy już w tej dekadzie za sobą i nawet z punktu widzenia prognoz makroekonomicznych nie ma uzasadnienia dla rezygnowania z „automatyzacji” w oparciu o przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej. Nawet gdyby do tego haniebnego i szkodliwego ruchu doszło to proszę być pewnym, że presja płacowa wśród zawodów medycznych wystąpi. Narodowy Fundusz Zdrowia nie ucieknie od zwiększania wynagrodzeń. Powstaje więc kolejne pytanie – co jest lepsze? Planowanie budżetowania w oparciu o prognozy wzrostu przeciętnego wynagrodzenia (na podstawie danych Ministerstwa Finansów) czy doraźne zarządzanie kryzysami? Dziś NFZ jest w stanie przewidzieć o ile wzrośnie przeciętne wynagrodzenie, ponieważ ma ku temu narzędzia (np. Wieloletnie Założenia Makroekonomiczne na lata 2025-2029). Na koniec tego wątku – przejdźmy do twardych danych. Prognozowana inflacja na rok 2026 wynosi 3,8%. Prognozowana przeciętna płaca w gospodarce narodowej na rok 2025 wynosi 8849 złotych brutto. To oznacza nominalny wzrost o 8%. Po korekcie inflacyjnej mówimy o realnej podwyżce przeciętnego wynagrodzenia na poziomie 4,2%, a w stosunku do prognozy inflacyjnej na rok bieżący 3,5%. Naprawdę uważa Pani, że realna podwyżka o 4% to jest coś co nie koresponduje z jakością pracy?
Sporo Pani powiedziała o solidaryzmie społecznym. Niech Pani pozwoli, że zacytuję: „Państwa polskiego nie stać na to, aby jedna z grup zawodowych miała zagwarantowane stałe podwyżki. Rozwój społeczno-gospodarczy zależy od pracy nie tylko medyków, ale i nauczycieli, policjantów, wojskowych, drogowców, informatyków i naukowców, a tylko przedstawicielom pierwszej grupy zagwarantowaliśmy prawnie rewaloryzację, dzięki której w ostatnich dwóch latach ich wynagrodzenia zwiększyły się o kilkadziesiąt procent.
Odpowiedzialność w tej kwestii odnosi się nie tylko do spójności i stabilności sektora ochrony zdrowia, ale do zasady solidaryzmu społecznego – także w odniesieniu do innych grup zawodowych.”
Proszę nie sugerować, że podwyżki dla pielęgniarek, pielęgniarzy i położnych hamują wzrost płac dla nauczycieli, policjantów, drogowców (?), informatyków i naukowców, ponieważ jest to wierutna bzdura. Aż trudno unieść ciężar półprawd zawartych w tym cytacie. Sugerowanie, że jak się wyłączy mechanizm rewaloryzacji to znajdą się pieniądze dla innych grup sektora finansów publicznych (i nie tylko!) jest wprowadzaniem opinii publicznej w błąd. Brak rewaloryzacji niczego nie zmieni w sytuacji płacowej nauczycielki, policjanta czy informatyka. Chyba, że za zasadne uważa Pani obniżenie składki zdrowotnej oraz zmniejszenie dotacji budżetowej do NFZ. Może w taki sposób chciałaby Pani finansować wynagrodzenia nauczycieli czy policjantów? Może mamy przeprosić za podwyżki i oddać pensje z powrotem do budżetu w ramach solidaryzmu społecznego? A może to NFZ ma przejąć część obciążeń związanych z płacami w sektorze oświaty czy bezpieczeństwie wewnętrznym? A teraz fakty – proszę uważnie śledzić działania funkcjonariuszy służb mundurowych i ich postulaty podwyżkowe, które dotyczą uzależnienia budżetów celowanych na działania związane z bezpieczeństwem wewnętrznym w relacji do PKB. O wielokrotnie realizowanych podwyżkach dla mundurowych w ostatnich latach również warto nadmienić. Wojsko, w ramach zwiększenia nakładów na obronność również otrzymało wzrost uposażeń. Idąc dalej, nauczyciele domagają się analogicznego mechanizmu rewaloryzacji w stosunku do przeciętnej płacy w gospodarce narodowej. Nie sugerując tym samym, że należy nam, medykom coś zabierać w ramach dziwacznie pojmowanego solidaryzmu społecznego. Informatycy – ilu z nich zatrudnia państwo polskie, a ilu sektor prywatny? W jaki sposób mielibyśmy systemowo regulować wynagrodzenia informatyków? Podsumowując ten wątek, albo postanowiła Pani przejechać przysłowiowym prętem po klatce w celu wprowadzenia opinii publicznej w błąd, albo jest Pani zagorzałą zwolenniczką twardego, szkodliwego mrożenia jakichkolwiek wzrostów nakładów na publiczną ochronę zdrowia oraz obniżki składki zdrowotnej. Wobec obydwu wariantów wyrażam zdecydowany sprzeciw.
Obecny mechanizm podwyżkowy pozwala na długofalowe planowanie wzrostu wynagrodzeń. Chyba, że ktoś bardzo tęskni za ponownym upolitycznieniem tego procesu. Możliwość dokonywania predykcji w oparciu o prognozy wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej to, w kontekście wyjścia Polski z procedury nadmiernego deficytu, zaleta a nie wada. Kadrowej zapaści w pielęgniarstwie i położnictwie nie da się zapobiec inaczej niż poprzez wysokie wynagrodzenia. Inaczej zaczniemy ponownie wyrzucać pieniądze na kształcenie pielęgniarek, pielęgniarzy i położnych w błoto, ponieważ ten wysoko wykwalifikowany personel będzie opiekował się pacjentami Europy Zachodniej. I na koniec – nie da się uciec od zwiększenia nakładów na publiczną ochronę zdrowia. Wymaga tego kryzys demograficzny. Można oczywiście postulować, nawet w sposób zawoalowany, mrożenie finansowania publicznej ochrony zdrowia. Można nawet stwierdzić, że te pieniądze się należą policjantom, nauczycielom czy informatykom. Trudniej będzie nauczycielom, policjantom czy informatykom otrzymać właściwą pomoc w publicznym szpitalu czy przychodni. Znajdą ją zapewne w prywatnych placówkach, za które zapłacą z podwyżek, uzyskanych rzekomo dzięki naszemu poczuciu solidaryzmu społecznego.
Ale być może o to właśnie chodzi….
Mam nadzieję, że do zobaczenia w Słupsku na spotkaniu z członkami naszej Okręgowej Izby!
Sebastian Irzykowski
Przewodniczący Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych w Słupsku
List stanowi polemikę wobec wywiadu, którego Pani Pani dr Małgorzata Gałązka – Sobotka udzieliła ostatnio dla serwisu termedia.pl. Padło w nim wiele ciekawych i „inspirujących” poglądów na temat zmian w ustawie o sposobie ustalania minimalnego wynagrodzenia.
Link do wywiadu z Panią doktor: https://www.termedia.pl/…/Badzmy-realistami-Nie-stac…


