Inwestycje w ochronę zdrowia są inwestycjami w obronność. Przewodniczący Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych w Słupsku o budżecie na 2027 rok i sytuacji personelu szpitala w Miastku
W rozmowie na antenie Polskiego Radia Koszalin, przeprowadzonej 29 września 2026 r. przez Pana Mariusza Brokosa w audycji „Rozmowa dnia”, Przewodniczący Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych w Słupsku, Pan Sebastian Irzykowski ocenił planowane na 2027 r. nakłady na ochronę zdrowia oraz omówił sytuację pracowników Szpitala Miejskiego w Miastku Sp. z o.o. Rozmowa odbyła się rano, przed posiedzeniem rządu poświęconym projektowi budżetu na 2027 r.
Prowadzący zapytał o ponad 270 mld zł zaplanowane na ochronę zdrowia, czyli o ponad 26 mld zł więcej niż w 2026 r. Przewodniczący odpowiedział, że „każdy wzrost na ochronę zdrowia będzie odbierany przez nas pozytywnie, ponieważ jest to szansa na to, że więcej pieniędzy trafi na leczenie pacjentów”.
Liczy się udział w PKB
Przewodniczący zaznaczył, że sama kwota nie wystarcza do oceny budżetu. Samorząd od lat zwraca uwagę na to, jaką część PKB państwo przeznacza na zdrowie.
„Nas od zawsze niepokoi sposób, w jaki te pieniądze są w budżecie dzielone, czyli jaki procent PKB przeznaczany jest na ochronę zdrowia. Pochyliliśmy się nad tym materiałem, który został przygotowany przez rząd, i na naszej stronie można go obszernie przejrzeć z różnymi porównaniami i analizami. Porównujemy, jak wyglądają nakłady na ochronę zdrowia w naszym najbliższym otoczeniu europejskim. I nie wyglądamy dobrze” – ocenił Przewodniczący.
Jak dodał, sytuację utrudnia kalendarz zapisany w ustawie.
„Tym bardziej, że w roku 2027 kończy się okres wzrostu nakładów PKB na ochronę zdrowia” – wskazał.
Ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych przewiduje, że od 2027 r. nakłady na ochronę zdrowia mają wynosić nie mniej niż siedem procent produktu krajowego brutto z roku o dwa lata wcześniejszego. Szczegółowe wyliczenia przedstawiamy w „Przewodniku po systemie finansów publicznych w kontekście wydatków na publiczną ochronę zdrowia i projektu ustawy budżetowej na 2027 rok”.
Zdrowie to także obronność
Prowadzący zestawił wydatki na zdrowie z nakładami na obronność. Rząd chce przeznaczyć na nią blisko 200 mld zł, czyli ponad 4,5% PKB. Prowadzący zapytał więc, czy trudno wybierać. Przewodniczący odpowiedział, że takiego wyboru nie ma.
„Tu nawet nie możemy wybierać. My musimy po prostu racjonalnie tymi pieniędzmi zarządzać i na pewno inwestycje w ochronę zdrowia są inwestycjami w obronność” – podkreślił Przewodniczący.
Na poparcie tej tezy przywołał doświadczenia z początku wojny w Ukrainie.
„Pierwszymi celami Rosjan były szpitale, były karetki, były te miejsca, gdzie udzielano pomocy, żeby ograniczyć mobilność wojsk i jeszcze głębiej zadać straty narodowi ukraińskiemu. Także inwestycja w ochronę zdrowia zawsze będzie powiązana z obronnością” – przypomniał.
Wypowiedzenia z obowiązkiem pracy, której nie ma
Druga część rozmowy dotyczyła Szpitala Miejskiego w Miastku Sp. z o.o. Poza zakładem opiekuńczo-leczniczym szpital nie udziela już świadczeń, a zwolnienia grupowe mają objąć ponad sto osiemdziesiąt osób. Prowadzący zauważył, że personel stał się zakładnikiem tej sytuacji. Przewodniczący przyznał mu rację.
„Niestety tak. Ja nie ukrywam, że od samego początku byłem zwolennikiem szybkiego rozwiązania umów pracowników, szczególnie jeśli chodzi o pielęgniarki, ze szpitalem miasteckim, z prostej przyczyny, żeby nasze koleżanki i koledzy mogli rozpocząć normalne życie” – wyjaśnił Przewodniczący.
Pracownicy otrzymali wypowiedzenia z końcem sierpnia, ale z obowiązkiem świadczenia pracy. Przewodniczący nie krył, że nie rozumie tej decyzji.
„Pytam, po co? Ci ludzie nie mogą podjąć normalnej pracy w innym miejscu, która jest im oferowana, ponieważ są zobowiązani do świadczenia pracy. Właściwie jakiej? W ZOL-u to zapotrzebowanie na opiekę jest stosunkowo niewielkie i dla wszystkich pracy nie starczy” – mówił.
Jego ocena była jednoznaczna. „Należało tych ludzi całkiem zwolnić z obowiązku pracy i pozwolić im układać sobie życie. To, uważam, jest duże niedopatrzenie ze strony szpitala miasteckiego i krzywdzące ludzi, którzy i tak zostali skrzywdzeni” – ocenił Przewodniczący.
Praca czeka w Człuchowie i w Słupsku
Przewodniczący przypomniał, że około trzydziestu procent załogi samodzielnie znalazło nowe zatrudnienie, nie czekając na wypowiedzenia. Część trafiła do Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Człuchowie.
„Na przykład dziewięć pielęgniarek i pielęgniarzy pracuje w szpitalu człuchowskim. Dyrekcja szpitala podjęła decyzję, że spotka się z tymi osobami, które szukają pracy, i znaleźli tam zatrudnienie. Tym bardziej, że szpital człuchowski mocno się w tej chwili rozwija, przywraca pewne funkcjonalności, których nie miał, na przykład chirurgię jednego dnia, a za moment będzie rozszerzony zakład opiekuńczo-leczniczy czy centrum zdrowia psychicznego” – wskazał Przewodniczący.
Na pielęgniarki z Miastka czeka także Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Janusza Korczaka w Słupsku Sp. z o.o. Dlatego utrzymywanie obowiązku świadczenia pracy jest w ocenie Przewodniczącego niezrozumiałe.
„Każdy, kto chce tę pracę podjąć, tę pracę może znaleźć. Dlatego nie rozumiem tego mechanizmu, czemu ma to służyć, w jaki sposób ma to zabezpieczyć czyjekolwiek interesy, bo interesów szpitala nie zabezpiecza, a tylko i wyłącznie krzywdzi pracowników, którzy mają coraz większe kłopoty finansowe, coraz trudniejsza staje się ich sytuacja rodzinna” – podkreślił.
Przewodniczący zwrócił też uwagę na skutki dla całej gminy.
„Tam, gdzie traci się pracę, szczególnie w niedużej miejscowości, bardzo często pielęgniarka czy położna, pielęgniarz czy położny był jedynym żywicielem rodziny, więc zaczną się różnego rodzaju problemy i to tylko jeszcze bardziej utrudni funkcjonowanie gminy, która i tak ma ogromne kłopoty” – zauważył.
Trzy miesiące bez wynagrodzeń
Zapytany o wypłaty, Przewodniczący odpowiedział, że według jego wiedzy pracownicy nie otrzymują wynagrodzeń od trzech miesięcy, a ten okres będzie się wydłużał. Przypomniał, że na ostatnim posiedzeniu Okręgowa Rada Pielęgniarek i Położnych w Słupsku przyznała ponad trzydzieści zapomóg Koleżankom i Kolegom z Miastka, którzy poprosili o wsparcie. Zaznaczył jednak, gdzie leżą granice tej pomocy.
„My tego wsparcia udzielamy, ale to jest pomoc jednorazowa. Nie możemy zastąpić ani pomocy społecznej, ani pracodawcy w tym zakresie” – zaznaczył Przewodniczący.
Rozwiązanie umowy z winy pracodawcy
Prowadzący dopytywał, czy pracownicy mogą sami rozwiązać stosunek pracy i przejść na przykład do szpitala w Słupsku. Przewodniczący przypomniał, że od początku namawiał Koleżanki i Kolegów, by wyprzedzili działania pracodawcy i rozwiązali umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracodawcy. W jego ocenie pracownicy „nie tracą nic w tym momencie”. Kodeks pracy (art. 55 § 1¹) pozwala pracownikowi rozwiązać umowę bez wypowiedzenia, gdy pracodawca dopuścił się ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków wobec pracownika, a takim naruszeniem jest m.in. wielomiesięczne niewypłacanie wynagrodzenia. Pracownikowi przysługuje wtedy odszkodowanie w wysokości wynagrodzenia za okres wypowiedzenia, a zaległe pensje pracodawca i tak musi wypłacić.
Czy można było temu zapobiec?
Prowadzący zapytał, czy sytuacji można było zapobiec. Przewodniczący odpowiedział, że samorząd na bieżąco wiedział, co dzieje się w szpitalu, ponieważ w Okręgowej Radzie Pielęgniarek i Położnych w Słupsku zasiadają pielęgniarki, które pracują lub pracowały w Miastku. Wskazał jednak granice kompetencji samorządu zawodowego.
„Trudno jednak oczekiwać czegoś od samorządu zawodowego, który nie ma żadnych narzędzi. Nie możemy ani oczekiwać informacji, ani w żaden sposób kontrolować tego, co dzieje się w podmiocie leczniczym, bo to nie są nasze zadania. Od tego jest rada nadzorcza, ponieważ jest to spółka. Od tego jest właściciel, czyli gmina. Od tego jest wojewoda jako organ rejestrowy, od tego jest minister odpowiedzialny za całość ochrony zdrowia” – wyliczył Przewodniczący.
Dodał, że pytania należy skierować także do instytucji, które powinny zareagować na to, że według jego wiedzy szpital przez mniej więcej dwa ostatnie lata nie składał sprawozdań finansowych.
„I to jest pytanie do tych instytucji, w jaki sposób sprawowały nadzór nad szpitalem miasteckim” – zaznaczył.
Osobno odniósł się do roli Narodowego Funduszu Zdrowia. Po dostrzeżeniu nieprawidłowości Fundusz rozwiązał umowę ze szpitalem.
„Co może zrobić płatnik, kiedy świadczenia nie są realizowane? Musiał rozwiązać umowę i to jest pierwszy potężny sygnał, który powinien spowodować otrzeźwienie w gminie, żeby tym tematem zająć się naprawdę poważnie. Ale jak widzimy, gmina odrzuciła od siebie ten problem, twierdząc, że nie jest w stanie uratować szpitala” – ocenił Przewodniczący.
Upadłość potrwa, a wierzyciele nie znikną
Do sądu trafił wniosek o upadłość spółki. Przewodniczący zwrócił uwagę, że to proces długotrwały.
„Trzeba ocenić rzeczywiste zadłużenie, które, jak przypuszczamy, może być znacznie większe niż to, o którym się mówi. Wiemy też, że na chwilę obecną zadłużenie szpitala miasteckiego przekracza wartość jego majątku, co powoduje określone skutki finansowo-prawne” – wyjaśnił.
Szpital działa jako spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Gmina jako jej wspólnik co do zasady nie odpowiada więc za jej długi własnym majątkiem. Przewodniczący dodał jednak jedno zastrzeżenie.
„Wierzyciele nie znikną i będą dochodzić swoich praw” – zaznaczył.
Świadczenia powinny wrócić do Miastka
Przewodniczący liczy na to, że świadczenia na terenie Miastka będzie realizował Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Janusza Korczaka w Słupsku Sp. z o.o.
„Wola Pana Marszałka i zdolności organizacyjne szpitala wojewódzkiego w Słupsku pozwoliłyby zagospodarować obszar Miastka i zapewnić chociażby podstawową opiekę” – ocenił.
Prowadzący przypomniał, że Marszałek Województwa Pomorskiego Pan Mieczysław Struk zadeklarował, że słupski szpital nie przejmie placówki w Miastku. Przewodniczący przyznał Marszałkowi rację.
„A niby dlaczego miałby to zrobić? Dlaczego miałby przejąć ogromny dług, któremu nie jest winny? Z tym się całkowicie zgadzam. Najpierw syndyk musi rozliczyć dług, a potem na terenie gminy Miastko powinny wrócić świadczenia. Jakie to będą świadczenia, to zależy od NFZ-u i postępowań konkursowych” – wyjaśnił Przewodniczący.
Czas działa na niekorzyść
Prowadzący zapytał, co się stanie, jeśli pracownicy nie doczekają się powrotu świadczeń i znajdą pracę gdzie indziej. Przewodniczący zaczął od sprostowania.
„Przede wszystkim nie możemy mówić już o szpitalu, bo nie ma szpitala. To miejsce nie realizuje świadczeń zdrowotnych poza ZOL-em i nie ma umowy z NFZ. Pracownicy po okresie wypowiedzenia pozostaną bez pracy” – wskazał.
Jak dodał, samorząd zabiegał, by zatrudnili ich okoliczni pracodawcy, ale część osób w wieku emerytalnym odejdzie z rynku pracy na stałe. Dlatego świadczenia na terenie gminy trzeba przywrócić jak najszybciej.
„Trudno będzie potem znaleźć specjalistów, pielęgniarki, położne, ratowników, lekarzy, którzy będą chcieli wrócić do tego miejsca i budować coś na nowo” – ostrzegł Przewodniczący.
Rozmowę zamknęło pytanie, czy sytuacja w Miastku to przypadek jednostkowy, czy błąd systemu. Przewodniczący wskazał przykład z regionu.
„Patrząc na województwo pomorskie i szpitale podobnej wielkości, przykładem jest szpital w Bytowie, który był w podobnej sytuacji, a obecnie jest szpitalem modelowym” – podsumował Przewodniczący Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych w Słupsku.
Posłuchaj rozmowy!
https://prk24.pl/100023240/sebastian-irzykowski-inwestycje-w-ochrone-zdrowia-sa-inwestycjami-w-obronnosc
Przewodnik po systemie finansów publicznych w kontekście wydatków na publiczną ochronę zdrowia i projektu ustawy budżetowej na 2027 rok
https://oipip.slupsk.pl/finansepubliczne-pub2027/

