Tam, gdzie dzieje się źle, obecność samorządu jest naturalna. Przewodniczący Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych w Słupsku o sytuacji personelu szpitala w Miastku na antenie Radia Gdańsk
W rozmowie na antenie Radia Gdańsk, przeprowadzonej przez Joannę Merecką-Łotysz, Przewodniczący Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych w Słupsku Sebastian Irzykowski omówił sytuację pielęgniarek, pielęgniarzy i położnych Szpitala Miejskiego w Miastku Sp. z o.o. oraz przedstawił ofertę pracy skierowaną do nich przez Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Janusza Korczaka w Słupsku Sp. z o.o. Rozmowa odbyła się bezpośrednio po spotkaniu Przewodniczącego z personelem miasteckiej placówki.
Zapytany o obecność samorządu zawodowego na tym spotkaniu, Przewodniczący odpowiedział krótko, że „tam gdzie dzieją się sytuacje trudne dla pielęgniarek i położnych, tam obecność samorządu jest zupełnie naturalna”.
Skąd wzięła się zapaść finansowa placówki
Przewodniczący przypomniał, że sytuacja szpitala od dłuższego czasu jest krytyczna, a placówka została pozbawiona umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia, czyli swojego podstawowego źródła finansowania. Odnosząc się do przywołanej przez prowadzącą kwoty trzynastu milionów złotych do zwrotu, wskazał na jej źródło.
„To jest jeszcze kara za tych nieszczęsnych neurochirurgów. I tutaj myślę, że już służby powinny się tym zajmować, bo jak się okazuje, ta działalność tej spółki pociągnęła kilka czy kilkanaście szpitali w Polsce na dno finansowe” – ocenił Sebastian Irzykowski.
Zaznaczył przy tym, że problem nie sprowadza się do jednego zdarzenia, ponieważ zadłużenie narastało latami i wytworzyło mechanizm, który nazwał efektem kuli śnieżnej.
„Kiedy długi zaczynają być już tak dotkliwe, to wtedy szuka się naprawdę różnych źródeł finansowania, niekoniecznie najtańszych i najbezpieczniejszych. Myślę, że w Miastku się to właśnie wydarzyło” – wyjaśnił Przewodniczący.
Upadłość nie została ogłoszona
Istotną część rozmowy Przewodniczący poświęcił precyzji pojęć prawnych, którymi opisuje się sytuację szpitala w przestrzeni publicznej.
„Pierwsza sprawa to upadłość nie została ogłoszona. Upadłość może być ogłoszona przez sąd. A na chwilę obecną został prawdopodobnie, podkreślam prawdopodobnie, bo tego nie wiemy, złożony wniosek o upadłość do sądu, a to jeszcze nie oznacza, że ta upadłość została ogłoszona” – wskazał.
Jak podkreślił, dopiero postanowienie sądu uruchamia dalsze mechanizmy.
„Dopiero od momentu, kiedy upadłość zostanie ogłoszona przez sąd, będą mogły wejść mechanizmy, nawet nie naprawcze, tylko te, które są związane z działalnością syndyka, z próbą zabezpieczenia wierzycieli. I tak naprawdę od tego momentu będzie można myśleć, w jaki sposób zagospodarować to, co po tym szpitalu zostanie” – dodał Sebastian Irzykowski.
Prowadząca przypomniała, że pojawiające się wcześniej w debacie publicznej pomysły przejęcia miasteckiej placówki przez szpital słupski były dementowane zarówno przez prezesa słupskiego szpitala, jak i przez marszałka województwa pomorskiego. Przewodniczący wyjaśnił, dlaczego takie stanowisko jest uzasadnione.
„Dopóki tam nie będzie syndyka, to nikt przy zdrowych zmysłach nie podejmie się jakiejkolwiek próby podjęcia czy wznowienia działalności, bo to oznacza, że przejmuje się ad hoc zupełnie te długi, które tam są, i na konto szpitala wojewódzkiego w Słupsku wejdzie komornik” – wskazał.
Personel bez wynagrodzeń
Najtrudniejszym wymiarem kryzysu pozostaje sytuacja pracowników. Jak podał Przewodniczący, osoby zatrudnione na umowę o pracę nie otrzymują wynagrodzeń od dwóch lub trzech miesięcy, a osoby realizujące świadczenia na kontraktach jeszcze dłużej.
„Stąd też bardzo szybko zaczęliśmy reagować na to i szukać sposobu, aby nasze koleżanki z Miastka wesprzeć, bo zostały tak naprawdę bez wynagrodzenia” – powiedział Sebastian Irzykowski.
Zapytany przez prowadzącą, dlaczego personel mimo to nie odszedł od łóżek pacjentów, wskazał na trzy przyczyny. Pierwszą było stopniowe wygaszanie placówki.
„Tam za bardzo nie było od czego odchodzić, bo tak na dobrą sprawę szpital był wygaszany po kawałeczku. Jeden oddział, drugi oddział, trzeci oddział i pracownicy byli w zawieszeniu postojowym” – wyjaśnił Przewodniczący.
Drugą przyczyną jest specyfika lokalnego rynku pracy, ponieważ Miastko to małe miasto, nawet nie powiatowe, tylko gminne, a szpital jest tam jednym z największych, jeżeli nie największym pracodawcą. Trzecią była nadzieja na uzdrowienie sytuacji, podtrzymywana przez zmienne losy poszczególnych oddziałów.
„Oddział był wygaszany, potem wracał, potem znowu był wygaszany i myślę, że każdy w tej małej swojej ojczyźnie chciał pozostać i się odnaleźć” – wspominał Sebastian Irzykowski.
Z perspektywy samorządu obraz był jednak inny.
„Widzieliśmy, że szpital się po prostu stacza. I to jest równia pochyła i tych wynagrodzeń najprawdopodobniej w najbliższym czasie nie otrzymają” – ocenił Przewodniczący, wskazując, że to właśnie skłoniło go do spotkania z zarządem szpitala wojewódzkiego w Słupsku oraz do wystąpień pisemnych do marszałka województwa pomorskiego z pytaniem o możliwości uzdrowienia sytuacji.
Oferta pracy dla pielęgniarek i położnych z Miastka
Efektem tych działań jest oferta skierowana do około pięćdziesięciu, blisko sześćdziesięciu osób, które straciły pracę. Przewodniczący przedstawił jej warunki.
„Od momentu, kiedy tylko pielęgniarka z Miastka czy położna z Miastka zgłosi się do szpitala w Słupsku, otrzymuje umowę o pracę na warunkach takich jak pielęgniarki w Słupsku, czyli z pełnym wynagrodzeniem, zaszeregowaniem zgodnym z wykształceniem” – wskazał.
Istotnym elementem oferty jest długość zatrudnienia.
„Nie będzie to umowa próbna, tylko będą od razu maksymalnie długie, jak ta pierwsza umowa może być, czyli na 33 miesiące. Więc jest ta gwarancja pracy bardzo długiej” – podkreślił Sebastian Irzykowski.
Sam ocenił ofertę jednoznacznie, mówiąc, że jest „bardzo korzystna”. Wskazał przy tym na wartość, jaką dla szpitala przyjmującego stanowi personel z Miastka, mówiąc o dobrych, doświadczonych i wykształconych pielęgniarkach.
„Widzę same plusy tej sytuacji w kontekście tej oferty. Mam nadzieję, że koleżanki będą z tej oferty korzystać” – dodał Przewodniczący.
Wsparcie prawne samorządu
Okręgowa Rada Pielęgniarek i Położnych w Słupsku zapewnia zainteresowanym osobom pomoc prawną przy zakończeniu dotychczasowego stosunku pracy. Jak zapowiedział Przewodniczący, samorząd wspiera pielęgniarki i położne z Miastka w przygotowaniu dokumentów pozwalających rozwiązać umowę z przyczyn leżących po stronie pracodawcy. Wskazał, że przy zaległościach w wypłacie wynagrodzeń podstawa do takiego kroku jest oczywista, a jego celem jest umożliwienie natychmiastowego podjęcia pracy w Słupsku, bez oczekiwania na uporządkowanie sytuacji miasteckiej placówki.
Pytania, które padały na spotkaniu
Przewodniczący zrelacjonował również wątpliwości zgłaszane przez personel. Dotyczyły one przede wszystkim warunków pracy, a więc możliwości podjęcia zatrudnienia na oddziale zgodnym z posiadaną specjalizacją oraz z dotychczasowym zakresem realizowanych świadczeń. Pytano także o sposób kształtowania wynagrodzeń, o zachowanie dodatków przysługujących w Miastku oraz o kwestię wysługi lat. Odrębnym tematem pozostaje dojazd.
„Nie ukrywajmy, że jednak jest to prawie 60 km. Droga jest jaka jest, latem i wiosną jest fajnie, niekoniecznie zimą i jesienią” – przyznał Przewodniczący.
Kwestia transportu
Sebastian Irzykowski wyjaśnił, dlaczego szpital nie może finansować dojazdów.
„Kosztów szpital nie gwarantuje, jeżeli chodzi o dojazdy, bo to oznaczałoby, że właściwie każdy pracownik mógłby w tym momencie takie koszty mieć zwrócone. A mamy też pielęgniarki przecież i ze Sławna, i z Bytowa, i Wejherowa, z Lęborka, więc to jest nierealne” – wskazał.
Zwrócił natomiast uwagę na rozwiązania organizacyjne. Na spotkaniu obecni byli dyrektor do spraw pielęgniarstwa oraz pielęgniarki oddziałowe, którzy zadeklarowali układanie grafików w sposób umożliwiający wspólne dojazdy.
„Wiadomo, że jeżeli ten transport się rozłoży, to koszty są pięciokrotnie niższe” – zauważył Przewodniczący.
Zapowiedział również rozmowy z organizatorami transportu zbiorowego, jeżeli grupa osób zainteresowanych okaże się odpowiednio duża. Obecne rozkłady jazdy nie odpowiadają bowiem specyfice pracy zmianowej.
„Pielęgniarka musiałaby się o 4:00 znaleźć w pociągu, żeby być o 5:00 w Słupsku. Do godziny 7:00 coś trzeba ze sobą zrobić. Potem powrót jest o godzinie 21:00, a praca kończy się o godzinie 19:00, więc absolutnie nie przystaje” – opisał Sebastian Irzykowski.
Dlaczego warto skorzystać z oferty?
Przewodniczący nie ukrywał, że decyzja o zmianie miejsca pracy jest dla wielu osób trudna.
„Rozumiem, że to oznacza dużą zmianę w życiu i trzeba to przedyskutować z rodziną, trzeba się jakoś do tego pomysłu przygotować” – przyznał.
Wskazał jednak na szerszy kontekst gospodarczy gminy, w której słychać o zamykaniu szkół i kolejnych zakładów produkcyjnych.
„Bardzo możliwe, że to właśnie pielęgniarka znowu może być jedynym żywicielem rodziny. Może tak się zdarzyć. Więc dobrze, gdyby miała trwałe zatrudnienie, nawet jeżeli ono jest oddalone o te kilkadziesiąt kilometrów, ale trwałe” – zauważył Przewodniczący.
„Będę gorąco koleżanki z Miastka do tego namawiał, ponieważ naprawdę oferta jest bardzo korzystna” – zadeklarował.
Co dalej ze świadczeniami w Miastku?
W rozmowie pojawił się także wątek przyszłości dostępu do świadczeń dla mieszkańców gminy. Przewodniczący wskazał, że okres trwania pierwszych umów o pracę może być zarazem czasem na uporządkowanie sytuacji placówki, a powrót personelu do Miastka byłby wówczas naturalny.
„Nie wyobrażam sobie również, żeby w Miastku pozostała czarna dziura, jeżeli chodzi o świadczenia medyczne. Przecież tam mieszkają jednak ludzie” – podkreślił Sebastian Irzykowski.
Zilustrował to zdarzeniem z dnia spotkania. Tuż przed jego rozpoczęciem, w filii urzędu pracy w Miastku, zasłabł pracownik, który je organizował.
„Dobrze, że byłem na miejscu. Od razu określiłem sytuację na tyle poważną, że trzeba wezwać zespół ratownictwa i ten człowiek trafił do Szczecinka, ponieważ miał zawał” – zrelacjonował
Przewodniczący, życząc poszkodowanemu szybkiego powrotu do zdrowia.
Postawił przy tym pytanie, które porządkuje całą dyskusję o dostępności świadczeń.
„A jeżeli taka sytuacja miałaby miejsce, że trzeba byłoby natychmiast udzielić tej pomocy, nie byłoby czasu na transport, to gdzie ten człowiek trafi?” – pytał Sebastian Irzykowski.
Jako rozwiązanie doraźne wskazał nową formułę organizacyjną.
„Jest teraz taki nowy twór, który powstał ostatnio w rozporządzeniu ministra zdrowia, nazywa się to powiatowe centrum zdrowia. To jest mniej więcej podobna organizacja pracy, tak jak kiedyś pracowały stare pogotowia. Czyli mamy podstawowych lekarzy, jest internista, jest chirurg, jest pediatra, i zabezpieczają tych pacjentów na zasadzie takiego troszeczkę pogotowia ostrego dyżuru” – wyjaśnił.
Zastrzegł jednak wyraźnie, że jest to wyłącznie pomoc doraźna, a przypadki wymagające szybkiego zabiegu i tak trafią do Słupska, Bytowa, Szczecinka lub Człuchowa.
Przykład z Człuchowa
Rozmowę zamknął wątek pozytywny, pokazujący, że kryzys szpitala powiatowego da się przezwyciężyć. Przewodniczący przywołał przykład Człuchowa, gdzie sytuacja była bardzo podobna.
„Tam też gaszono światło na ostatnim oddziale, pracownicy nie wiedzieli, co z nimi będzie. Ale podjęto decyzję, że ograniczamy naszą działalność, zmieniamy kierunek działania i teraz proszę zobaczyć, Człuchów się rozwija” – przypomniał Sebastian Irzykowski.
Jak zaznaczył, placówka pozostała samodzielnym publicznym zakładem opieki zdrowotnej i kolejny rok z rzędu przynosi dochód, a udało jej się nawet pozyskać psychiatrów dziecięcych. Receptę sformułował jednoznacznie.
„To jest kwestia właściwego zarządzania. Czyli da się” – ocenił Przewodniczący.
Wskazał trzy jej składniki, czyli współdziałanie dyrekcji szpitala z organem tworzącym, rozsądne wykorzystywanie środków unijnych oraz realizm w określaniu profilu placówki.
„Nie można mieć ambicji jakiejś ogromnej specjalistyki w szpitalu, który ma pełnić podstawową funkcję po prostu” – ocenił, wymieniając internę, chirurgię, pediatrię oraz zakład opiekuńczo-leczniczy jako naturalny zakres działania takiego podmiotu.
Konkluzja dotycząca miasteckiej placówki była krótka.
„To wszystko jest kwestia doskonałego zsynchronizowania potrzeb z możliwościami i stałego audytu nadzorczego. A tego zabrakło w Miastku” – podsumował Przewodniczący Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych w Słupsku.
Posłuchaj wywiadu!

